Ludzie, pora na kilka słów od redakcji. Ostatnio w przestrzeni Mrągowa pojawiło się kilka tematów dotyczących festiwali, wydarzeń, miejskich pieniędzy i tego, czy warto je na takie rzeczy przeznaczać. Temat dotyka również naszej branży,…
Ludzie, pora na kilka słów od redakcji. Ostatnio w przestrzeni Mrągowa pojawiło się kilka tematów dotyczących festiwali, wydarzeń, miejskich pieniędzy i tego, czy warto je na takie rzeczy przeznaczać. Temat dotyka również naszej branży, więc mam kilka przemyśleń, bo mam wrażenie, że czasami patrzymy na to wszystko trochę zbyt płasko.
Z czego Mrągowo jest najbardziej rozpoznawalne poza naszym regionem?
Oczywiście mamy Mazury, jezioro Czos, piękne położenie i swój niepowtarzalny klimat. Tylko że jeziora, lasy i piękne widoki mają również inne mazurskie miasta. Mrągowo przez lata zbudowało jednak coś dodatkowego – markę miasta festiwalowego. Piknik Country, Mazurska Noc Kabaretowa, Festiwal Kultury Kresowej, Belcanto, Festiwal Weselnych Przebojów, 12 Godzin Serce Mazur i kolejne wydarzenia sprawiają, że ludzie z całej Polski wiedzą, gdzie jest Mrągowo i mają konkretny powód, żeby tutaj przyjechać. W oficjalnej diagnozie społeczno-gospodarczej miasta podano, że w 2022 roku w 26 letnich wydarzeniach uczestniczyło ponad 82 tysiące osób, a transmisje pięciu największych festiwali obejrzało łącznie 6,4 mln widzów. To pokazuje skalę, z jaką mamy do czynienia.
I tutaj dochodzimy do rzeczy najważniejszej. Kiedy patrzymy w tabelkę i widzimy, że miasto wydało określoną kwotę na wydarzenie, bardzo łatwo powiedzieć: „tyle to kosztowało”. Tylko że każda inwestycja kosztuje. Prawdziwe pytanie brzmi: ile dzięki temu wróciło do miasta? Turysta nie przyjeżdża tutaj tylko po to, żeby kupić bilet i wejść do amfiteatru. On musi gdzieś spać, coś zjeść, wypić kawę, zatankować samochód, zaparkować, zrobić zakupy, pójść wieczorem do restauracji, skorzystać z atrakcji albo zostać dzień dłużej. Pieniądze zostają w hotelach, pensjonatach, gastronomii, sklepach, usługach i u wielu małych przedsiębiorców. I właśnie z tych kilku mocnych miesięcy część lokalnych firm musi później funkcjonować przez cały rok.
To jest szczególnie ważne na Mazurach, gdzie sezonowość jest jednym z największych problemów gospodarczych. Sama strategia rozwoju Mrągowa wskazuje sezonowość turystyki jako istotne wyzwanie i mówi wprost o potrzebie tworzenia produktów, które będą przyciągały ludzi również poza ścisłym sezonem. W podsumowaniu sezonu 2024 przedstawiciele lokalnej branży również zwracali uwagę, że maj, czerwiec i wrzesień są znacznie słabsze, a miasto potrzebuje powodów do przyjazdu poza szczytem wakacyjnym. Jednocześnie podkreślano, że funkcjonowanie amfiteatru i duże wydarzenia pozytywnie wpływały na decyzje turystów o wyborze Mrągowa.Oczywiście cały region boryka się dziś z podobnymi problemami gospodarczymi, a wiele z nich nie jest nawet problemem stricte Mrągowa czy Mazur. Koszty prowadzenia działalności, słabsza konsumpcja, sezonowość, zmieniające się zachowania turystów – to znacznie szerszy temat. Tym bardziej trzeba jednak pilnować tego, co jest naszym realnym atutem. Jeżeli mamy coś, czego inne miasta próbują dopiero szukać, to naprawdę nie ma sensu samemu tego osłabiać.
Czy wszystko w naszym kalendarzu festiwalowym jest idealne?
Nie. Ja sam widzę sporo rzeczy, które można poukładać lepiej. Festiwale bardziej niszowe warto próbować przesuwać poza najbardziej wartościowe terminy wakacyjne i w ten sposób wydłużać sezon. Najmocniejsze komercyjnie wydarzenia powinny możliwie mocno pracować w szczycie wakacji. Tam, gdzie jest potencjał, warto myśleć nie o jednym wieczorze, ale o dwóch albo trzech dniach oraz o wydarzeniu rozciągniętym po całym mieście. Niech festiwal nie kończy się przy bramie amfiteatru. Niech żyją nim restauracje, deptak, molo, plaże, hotele i lokalne biznesy. Im dłużej człowiek zostaje w Mrągowie, tym większa korzyść dla całego miasta.
I właśnie tak trzeba moim zdaniem patrzeć na festiwale – nie jako na wydatek, tylko jako na inwestycję, która ma swój rachunek zysków i strat. Wkładasz pieniądze, energię i organizację, licząc na efekt ekonomiczny, promocyjny i wizerunkowy. Każdy festiwal, nowy czy istniejący od kilkudziesięciu lat, powinien mieć taki rachunek. I tutaj naprawdę ciekawi mnie jedna rzecz: czy Miasto Mrągowo posiada aktualne, rzetelne badanie pokazujące, ile konkretne wydarzenie kosztuje samorząd, a ile pieniędzy zostawia później w lokalnej gospodarce? W dostępnych oficjalnych materiałach znalazłem dane dotyczące frekwencji, promocji i znaczenia festiwali dla turystyki, ale nie znalazłem aktualnego badania liczącego pełny ekonomiczny zwrot konkretnego festiwalu w bieżącym roku. Być może warto byłoby takie badanie zlecić choć raz dla jednego większego wydarzenia. Zamiast kolejnej dyskusji opartej na przekonaniach mielibyśmy wtedy liczby: wydaliśmy tyle, przyjechało tylu ludzi, tyle noclegów zostało sprzedanych, taki obrót wygenerowała gastronomia i taki był efekt dla lokalnej gospodarki.
Łatwo popatrzeć na jedną pozycję w budżecie i powiedzieć: „kosztowało milion”. Znacznie trudniej policzyć, ile ten milion uruchomił pieniędzy w całym mieście. A właśnie ten drugi rachunek jest najważniejszy.
I jeszcze jedno. Nie atakujmy automatycznie ludzi, którzy próbują coś tutaj tworzyć.
Możemy wymagać jakości, przejrzystości i rozsądnego wydawania pieniędzy. Powinniśmy to robić. Ale osoby, które mają pomysły, energię i odwagę organizować wydarzenia, są dla regionu wartością. Jeżeli przez kilka lat będziemy każdą inicjatywę sprowadzać do awantury o to, ile kosztowała, to w końcu część tych ludzi po prostu pójdzie gdzie indziej. Zrobią swoje wydarzenie w innym mieście, przyciągną turystów gdzie indziej i tam zostawią pieniądze. Szczególną odpowiedzialność mają przy tym osoby, których głos dociera do wielu mieszkańców. Zasięg daje możliwość wpływania na rzeczywistość, więc warto czasem wyjść poza własną opinię i spojrzeć na temat szerzej niż przez jeden budżetowy nagłówek.
Mrągowo bez kilku nowych chodników nadal będzie funkcjonowało. Oczywiście chodniki, drogi, szkoły i codzienna infrastruktura są potrzebne i tego nikt rozsądny nie neguje. Ale bez powodu, dla którego ktoś z Warszawy, Trójmiasta, Białegostoku czy Śląska ma tutaj przyjechać, lokalna gospodarka zacznie mieć znacznie większy problem. I dlatego przeciwstawianie festiwalu chodnikowi jest zwyczajnie zbyt prostym rachunkiem. Jedno jest inwestycją w jakość życia mieszkańców, drugie może być inwestycją w pieniądze, które później do tych mieszkańców wracają poprzez biznes, zatrudnienie, podatki i utrzymanie lokalnych usług.
Dla mnie Mrągowo opiera się dzisiaj na trzech bardzo mocnych filarach: Mazurach, jeziorze Czos i wydarzeniach. Pierwsze dwa dała nam natura. Trzeci stworzyli ludzie przez wiele lat. I chyba właśnie dlatego trzeba go szczególnie chronić, rozwijać i poprawiać, zamiast próbować go osłabiać.
Możemy dyskutować o tym, które wydarzenie jest potrzebne, które powinno zmienić termin, które powinno trwać dłużej, ile powinno kosztować i jak zwiększyć jego wpływ na lokalny biznes. To jest rozsądna rozmowa.Ale czy Mrągowo potrzebuje festiwali? Dla mnie odpowiedź jest bardzo prosta.


